Urlop nad Czarną Rzeką
Tytuł brzmi jak z horroru. Zapewniam jednak wszystkich, że urlop może być wyjątkowo udany. Po latach morderczych wycieczek nad polskie i zagraniczne akweny ( tak, morderczych, zważywszy pogodę i konieczność opalania na plaży) postanowiłam zmienić kierunek moich urlopowych planów.

Urlop nad Czarną Rzeką - foto by Leon z Polski
Zachęcona przez znajomych, skorzystałam z oferty małego ośrodka wypoczynkowego na Pomorzu, dokładnie w miejscowości Tleń. Moi znajomi to zapaleni kajakarze, ale ja nie miałam pojęcia o tej dziedzinie sportu więc było trochę wątpliwości. Postanowiłam jednak, że raz kozie śmierć i wyjechałam.
Myślałam, że będę spędzać czas na błogim nicnierobieniu, tymczasem już pierwszego dnia zostałam porwana, dosłownie, na spływ kajakowy po rzece Wdzie. Do tej pory miałam mgliste pojęcie o tej rzece. Znajomi mówili, że jest idealna do zwiedzania i pływania. I, mimo mojego przerażenia, rzeczywiście pięciogodzinny spływ okazał się dosyć łatwy. Wprawdzie w kilku miejscach trzeba było wysiąść z kajaka i przejść brzegiem, ale to naprawdę niewielka strata, bo okolice są zachwycająco piękne. Przy okazji dowiedziałam się, że Wdę nazywano kiedyś Czarną Wodą. Teraz nie była specjalnie ciemna, ale to pewnie dlatego, że w okolicy nie pracują już smolarze, którzy mogliby ją zanieczyścić tak jak dawno temu.
W każdym razie już pierwszego dnia nabrałam ochoty do dalszych prób nauczenia się pływania kajakiem (ku radości znajomych). I oczywiście przekonałam się, że Wda, niby taka skromna rzeka (ma niecałe dwieście kilometrów długości) przepływa przez tak cudowne rejony, że ten tydzień wypoczynku nie starczył mi na poznanie wszystkich sekretów jej doliny. Za to po raz pierwszy w życiu widziałam bobra!